- Ziemia do Jiwoon! – Odwróciłem się do przyjaciela i westchnąłem. - O co ci chodzi?
Podczas czekania na jego łaskawą odpowiedź rozwaliłem się na swoim łóżku i przeciągnąłem się.
- Klient do ciebie dzwoni – zauważył, wskazując palcem na mojego smartfona, który przez wibracje był bliski do zderzenia z podłogą.
- Super – wymruczałem, podniosłem się z łóżka i wziąłem swój telefon. Spojrzałem się na ekran z miną męczennika i przeczytałem na głos Klient 1. Był to pierwszy mężczyzna, któremu się oddałem za prezenty. Mimo swojej "pracy" nigdy nie chciałem wrócić do swojego dawnego życia, nawet jeśli wiele osób mnie do tego zachęcało.
Odebrałem połączenie i zacząłem rozmowę z Wooyoungiem.
- Halo?
- Masz dzisiaj czas? Kupię ci coś w centrum handlowym i pójdziemy do mnie. Zgadzasz się na moją propozycję?–zastanowiłem się chwilę. Od paru dni myślałem o kupieniu Iphone'a, a wiedziałem, że Wooyoung może podarować mi wszystko, czego zapragnę. Już chciałem się zgodzić, gdy spojrzałem się na Mindae i jego smutny wyraz twarzy.
- Przepraszam, nie mam dzisiaj czasu. Nagrywam z przyjacielem film–wyjaśniłem, wzdychając cicho. Załatwię sobie telefon u kogoś innego.
- To może jutro? – Uśmiechnąłem się lekko zadowolony, że jednak nie będę musiał zmieniać sponsora.
- Oczywiście. Nie mogę się już doczekać, buziaczki – powiedziałem piskliwym głosikiem i rozłączyłem się.
- Dziękuje, Jiwoon. Już myślałem, że się zgodzisz na jego propozycję.
- Byliśmy przecież umówieni, nie zostawiłbym cię. –Pominąłem fakt, że miałem zamiar się zgodzić i wtuliłem się lekko w przyjaciela.
Mindae spojrzał się na mnie maślanymi oczami i puścił mnie w końcu.
- Zaczynamy kręcić? Idziemy na plac? –s pytał, a ja kiwnąłem głową.
- Jasne. Wezmę tylko okulary przeciwsłoneczne, bo słońce grzeje. Lepiej załóż czapkę z daszkiem, bo się przegrzejesz – poleciłem mu, sięgając do półki w której miałem różne akcesoria.
Wsunąłem na nos okulary z grubą oprawką i ruszyłem w stronę drzwi, przed tym biorąc kamerę, którą oczywiście kupił mi jeden z klientów.
Obaj wyszliśmy na zewnątrz, a Song zajrzał do garażu, skąd wyciągnął stołek, na którym będzie miała miejsce nasza kamera.
Ruszyliśmy ulicą, a naszym celem był lasek niedaleko centrum. Razem z Mindae na miejsce naszych nagrań wybraliśmy polanę, która była sporej wielkości i miała równy teren, dlatego też sobie ją upodobaliśmy.
Gdy już znaleźliśmy się na miejscu Song położył stołek na skraju lasu, a ja postawiłem na niej sprzęt.
- Który układ, hyung? – spytał, patrząc się na mnie z zaciekawieniem.
- Ten, co ćwiczyliśmy wczoraj – mruknąłem, wyciągnąłem z kieszeni gumkę i związałem włosy w grubą kitkę.
- Dobrze! – Entuzjazm w głosie Mindae mnie rozbawił.
Gdy włączyłem muzykę w telefonie, a Song nagrywanie, stanęliśmy przed obiektywem kamery i zaczęliśmy wspólny, wymyślony przez nas układ.
Nasze ruchy idealnie komponowały się z dźwiękami, które wydobywały się z telefonu, a świat po prostu się zatrzymał.
Czułem się jakbym był w transie.
Nie widziałem niczego poza sobą.
Moje ciało było bezwładne– jakby samo się poruszało. Tyle razy powtarzaliśmy ten układ, że nie musiałem się koncentrować na pozach.
Aura, która biła ze mnie i z Mindae była czymś magicznym. Czymś, co czuje się na koncercie swojego idola. Aura szczęścia, uczucie spełnienia.
Po parunastu minutach Song wyłączył nagrywanie i zapisał film.
- Chodź, obejrzymy!– pisnął z uśmiechem, rozłożył się na trawie i poklepał miejsce obok siebie.
Usiadłem obok niego i przysunąłem się bliżej, by móc widzieć wszystko, co działo się na kamerze.
Mindae puścił film, a ta sama muzyka co wcześniej rozbrzmiała po polanie, choć niewyraźnie.
Przyglądaliśmy się sobie z zainteresowaniem.
Chłopca rozbawiła najbardziej moja mina podczas wykonywania ostatniego ruchu– szpagatu.
Gdy pokazał palcem na ekran roześmiałem się razem z nim.
Po uspokojeniu się Mindae wytarł łzy, a ja wyłożyłem się na trawie.
Przyjrzałem się błękitnemu Niebu, na którym nie było ani jednej chmurki. Co mi jeszcze brakowało do szczęścia? Może prawdziwej miłości? Zawsze mi się wydawało, że Mindae jako przyjaciel mi starczy, ale było to trudne. Żaden partner nie pogodzi się z tym, że jego chłopak ma sponsorów i go z nimi zdradza, a ja nie potrafię z tym skończyć...
- O czym myślisz, Jiwoon?–Uśmiechnąłem się lekko pod nosem i spojrzałem się na maknae.
- O życiu, Mindae– odparłem, zaczynając bawić się miękkimi kosmykami jego włosów.
- Jutro idziesz do swojego klienta?– mruknął smutnym głosem. – Szkoda.
- Dlaczego? Myślałem, że się już przyzwyczaiłeś.
- Niby tak, Jiwoon, tyle że... - Popatrzyłem mu w oczy i przygryzłem dolną wargę. Już wiedziałem, że nie chciał dzisiaj ze mną tylko tańczyć - Myślałem, że zostałbyś u mnie na parę dni.–Chłopiec podniósł się do siadu i położył dłonie na swoich kolanach.
Zacisnąłem pięści i westchnąłem cicho, kręcąc głową.
- Muszę jakoś zarabiać, Mindae. Przykro mi. Może przynajmniej dzisiaj u ciebie zanocuje?– spytałem z uśmiechem.
- Dobrze!– pisnął, rozweselony. Nagle wtulił się we mnie i przymknął oczy - Przynajmniej coś, Jiwoon. Dziękuję– wyszeptał, zaciskając palce na mojej bluzie.
Objąłem go rękoma w pasie i jednym ruchem zmusiłem, by usiadł na moje kolana.
- Co ty robisz?– spytał, oblewając się rumieńcami. - Ja mam chłopaka, Jiwoon! – Roześmiałem się. Dobrze wiedziałem, że Mindae nie był sam od paru miesięcy, jednak i tak nie o to mi chodziło. To wszystko przecież po przyjacielsku.
- No i co z tego? Nie możemy się poprzytulać? Przecież nie robimy nic złego– wymruczałem, patrząc mu w oczy.
- No dobrze...– westchnął, rozluźniając się. - Tylko n-nie rób czegoś niewłaściwego, dobrze?
- Jasne, Mindae! Od tego mam sponsorów.– Nigdy nie myślałem o Mindae w ten sposób. No, może raz, czy dwa jak u niego spałem. Song nie lubił sam spać, więc wtedy też położył się obok mnie. Podczas snu wydawał mi się być taki słodki i podniecający, nawet miałem o nim sen, ale z samego rana ten czar prysł, gdy tylko otworzył jadaczkę– nie chciałbym być z tym małym, denerwującym dzieciakiem, jednak mimo wszystko kochałem go po przyjacielsku.
Byliśmy w takiej pozycji przez dobre pół godziny i moglibyśmy siedzieć tak dłużej gdyby nie to, że zaczęły drętwieć mi nogi.
- Może pójdziemy do sklepu po jakieś smakołyki, a potem do ciebie i wyślemy filmik na nasz kanał? – spytałem, kładąc go delikatnie na trawie.
- Zgadzam się na tę propozycję!– Wtulił się we mnie na chwilę, lecz po krótkim czasie zaczął błądzić rękoma w kieszeniach, prawdopodobnie poszukując pieniędzy - Mam parę jenów, Jiwoon! – oznajmił, wyciągając kilkanaście monet.
- Nie wydawaj pieniędzy.– Pokręciłem głową– Przecież ja mam dużo.
Gdy byliśmy w sklepie Mindae wybierał najtańsze rzeczy, co mnie zdziwiło. Jeśli chodziło o słodycze to nigdy nie żałował pieniędzy, nawet moich.
Podszedłem do niego gdy stał przy półce z chrupkami i zmarszczyłem brwi w zdziwieniu.
- Czemu nie kupisz sobie swoich ulubionych?– spytałem. Chłopiec spojrzał się na mnie niepewnie i wyciągnął rękę w stronę chipsów.
- No bo... tak mi głupio będzie jeść coś za pieniądze, które ty zdobyłeś sprzedając swoje ciało– wyszeptał, wkładając drżącymi rękoma paczkę do koszyka.
- Przestań–zganiłem go. – Nieważne skąd mam te pieniądze.
- No dobrze...– wymruczał speszony i spuścił wzrok na ziemię. Widząc jego niepewność złapałem go za brodę i spojrzałem mu w oczy.
- Przynajmniej teraz zapomnijmy kim jestem i cieszmy się tym dniem– warknąłem, może nieco groźnie, bo Mindae kiwnął głową i odsunął się trochę ode mnie.
- D-dobrze, Jiwoon. - Ledwo dosłyszałem jego szept. Pokręciłem głową i wróciłem do szukania innych smakołyków.
Po jakiejś godzinie leżeliśmy na jego łóżku w cieplutkim, ogrzanym pokoju zaopatrzeni w zapasy słodyczy na całą noc.
- Jiwoon, co oglądamy?
- Nie wiem, Mindae. Może horror?– spytałem.
- Nie.– Roześmiałem się słysząc jego stanowczy głos. Nawet nie wiem, czemu pytałem. Mankae po prostu nienawidził się bać i zapewne znienawidziłby samego siebie, gdyby straszył się dobrowolnie – Może jednak jakąś komedię? Albo Science Fiction?
Po dłuższym namyśle odpaliłem na laptopie pierwszą część Igrzysk Śmierci. Uwielbiałem ten film i mógłbym go oglądać w nieskończoność, a w dodatku miał kategorię Sci-Fi, jak sobie zażyczył Mindae.
Przez to, że Song zasnął w połowie filmu z buzią pełną żelków, zapewne nasze nocowanie by się zakończyło, a przynajmniej ta rozrywkowa część. Jako jego najlepszy przyjaciel nie mogłem mu pozwolić opuścić sceny, gdy Katnees i Peeta łączą usta w namiętnym pocałunku. Fałszywym, ale jednak. Jak i nie mogłem pozwolić, żeby się udusił. Tak, to też było ważne.
Na początku dźgnąłem go palcem w żebro, jednak to na niego nie zadziałało.
Po krótkim namyśle poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem wiadro i nalałem do niego zimnej, wręcz lodowatej wody, wróciłem do pokoju, a tam wylałem na Mindae jego zawartość.
Roześmiałem się słysząc krzyk przerażenia. Song podniósł się z łóżka i spojrzał się na mnie w szoku. Z włosów, nosa i brody kapała mu woda, a jego koszula cała przemokła.
- Jiwoon, idioto!– wykrzyczał, podnosząc się z łóżka. Ruchy miał powolne, co skojarzyło mi się z Krwawą Mary, z której kapała krew. Czy taki Mindae Song byłby w stanie zrobić mi coś gorszego niż ten duch? Oczywiście.
Nie chciałem, żeby powiesił mnie na balkonie za genitalia, więc powoli zacząłem się wycofywać.
- Też się kocham, Mindae– zacmokałem i pomknąłem do drzwi z zamiarem ucieczki.
- Zabiję cię za tę pobudkę!– wykrzyczał, a ja wybiegłem z pokoju.
Mimo powagi sytuacji chciało mi się śmiać– zdenerwowany i mokry Mindae wyglądał tak słodko!
Wpadłem do łazienki, gdzie zamknąłem drzwi i zamiast jak człowiek przekręcić zamek, przytrzymywałem je własnym ciałem.
- CHOI JIWOON! - Roześmiałem się czując, jak on też napiera się na nie swoim ciałem, próbując je otworzyć - Otwórz je, chce ci roztrzaskać łeb!– zawarczał, uderzając pięścią w drzwi.
- Otworzę jedynie jak obiecasz mi, że mnie nie skrzywdzisz– odkrzyknąłem.
- Ja ci dam...!
- No, dalej! Chyba lepiej, żebyś się wytarł, nie? Ręczniki masz w łazience...– szepnąłem złowieszczo.
Nastała chwilowa cisza. Mindae wymruczał coś pod nosem i odetchnął.
- Dobra– odparł. – Ale mnie wytrzesz, Choi Jiwoon.
Roześmiałem się, godząc się bez problemu.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Song Mindae.– Uwielbiałem imitować jego głos. Wtedy tak słodko się wkurzał... Uchyliłem drzwi i wpuściłem go do środka.
- Za to powinieneś zginąć– zawarczał, wchodząc do pomieszczenia.
- Tak, tak...– wyciągnąłem z szafki puchaty, różowiutki ręcznik.
Fakt, w jego domu czułem się jak w swoim.
Chłopiec zbliżył się do mnie, a ja położyłem ręcznik na jego głowie i zacząłem powoli wycierać mu włosy, nie starając się zbytnio.
- Uważaj!– Jęknął, gdy mokry ręcznik dotknął jego oczu.
Gdy wytarłem go do sucha rzuciłem ręcznik gdzieś w kąt i spojrzałem się na niego z uśmiechem.
- Zadowolony? Wiesz ty co? Słodko mruczysz– powiedziałem z radosnym uśmiechem i zanim tamten zdążył coś powiedzieć, wyszedłem z pomieszczenia i wróciłem do jego pokoju.
Rozwaliłem się na łóżku i mruknąłem niezadowolony widząc, że ominęła mnie scena, gdy Katness śpiewała piosenkę dla Rue.
Mindae po chwili dołączył do mnie, znowu zabierając się za jedzenie żelków.
- Tylko ostrożnie, bo znów zaśniesz jedząc– Roześmiałem się.
- Hyung, telefon ci dzwoni!–zauważył Song, wskazując palcem na wibrujący telefon, który leżał na parapecie. Jak oparzony sięgnąłem po mojego smartfona zastanawiając się, kto może dzwonić tak późno. Spodziewałem się, że przeczytam napis Klient, lecz było inaczej.
Dzwonił do mnie numer nieznany, a więc niepewnie odebrałem połączenie.
- Halo?
- Czy mam przyjemność rozmawiać z panem Choi Jiwoon?
- Tak, o co chodzi?–spytałem. Kątem oka widziałem, jak Mindae przysłuchuje się zaciekawiony rozmowie.
- Jestem jednym z wielu pracowników SM. Widziałem wasze filmiki na youtube i pokazałem je swoim współpracownikom. Jednogłośnie zgodziliśmy się, że idealnie nadajecie się do naszych chłopców. – Zmarszczyłem brwi i nagle parsknąłem histerycznym śmiechem.
- Naprawdę? Dobre sobie. Z kim mam przyjemność rozmawiać? Soohun, ty mała dziwko!– krzyknąłem, mało nie dusząc się ze śmiechu. Soohun, znajomy Mindae, nie raz odstawiał nam podobne numery, dlatego też pomyślałem, że to on.
- Panie Choi, proszę uważać na słowa.– Spoważniałem, słysząc jego pochmurny głos. Soohun by tak nie potrafił i nigdy nie zganiałby mnie za przekleństwa, nawet skierowane do niego – To jedyna taka szansa, panie Choi. Nie należymy do osób cierpliwych i nie wydzwaniamy tysiące razy tylko po to, żeby niedowiarek uwierzył. Oczywiście nasza umowa dotyczy też pana Song. – Po tych słowach byłem pewny, że to nie Soohun. Nagle moja cała pewność siebie wygasła i zacząłem się jąkać jak gwałcona dziewica.
- J-ja... nie wiem. Zawsze chciałem zostać sławny, razem z Mindae słuchamy Exo... ale, no... wie pan...
- Nasza umowa wiąże się też z tym, że większość dni w roku będziecie spędzać w dormie, razem ze swoją nową rodziną, czyli chłopcami z Exo. Z resztą się dogadamy. – Zacząłem drżeć jak osika. Nie byłem pewny. To wszystko wydawało się być takie dziwne, fałszywe i nieszczere. Jednak... to była moja szansa. Dzięki temu mógłbym zarabiać inaczej, niż swoim tyłkiem. Zerknąłem na Mindae, który zdawał się płakać. Nie rozumiałem, czemu.
- Zadzwoni pan jutro?– spytałem, nieco zmartwiony.
- Hmm... no dobrze, panie Choi. Zadzwonię na sto procent, ale musi być pan pewny swojej decyzji. Chcielibyśmy też znać postanowienie pańskiego przyjaciela, Mindae Song.
Rozłączyłem się, rzucając telefon na łóżko. Sam na nim usiadłem i schowałem twarz w dłonie.
- Mindae? Czemu płaczesz?– spytałem. Nie rozumiałem całej tej sytuacji. Myślałem, że to sen.
- Bo... bo ja bardzo bym chciał. Ja wiesz... chyba jestem dwulicowy.– westchnął smutno, wycierając łzy– Niby jestem z Taeji, ale... od dawna kocham się w Byunie Bakehyunie!– wykrzyczał, szarpiąc się za włosy. Spojrzałem się na niego zdziwiony, podniosłem się z łóżka i wtuliłem się w niego.
- Uspokój się... może jednak Tae to nie ten jedyny? Ale wiesz dobrze, że...
- Że Byun jest dla mnie nieosiągalny. Wiem, Jiwoon. Dlatego teraz mam okazję. Mam okazję zobaczyć moją miłość na żywo, oddychać powietrzem z jednego pomieszczenia, widzieć jego uśmiech, widzieć jak słodko wygląda z samego rana... w moich snach jest najlepszym chłopakiem, jakiego mógłbym kiedykolwiek poznać, Baekhyun jest moim ideałem. Mogę się do niego zbliżyć... pracować z nim... będę miał większą szansę niż każda inna pieprzona fanka!– wtulił się we mnie, mocząc łzami mój sweter.– Proszę, jedźmy tam.
- A co z Taeji?– spytałem zmartwiony.
- On na razie nie może się niczego dowiedzieć... zerwę z nim kontakt na jakiś czas. To dla mnie jedyna szansa, Jiwoon.
- Zadzwonić do pracownika SM? Ja nie mam nic do stracenia, Jiwoon. Wiesz, że jesteśmy dorośli i nasi rodzice nie muszą nic wiedzieć. Nie ma w tym nic skomplikowanego, nie musimy uciekać. Po prostu tam pojedziemy i poznasz swojego Byuna Baekhyuna.
- Tak...– szepnął. Znowu płakał, jednak chyba... ze szczęścia.
Powoli zaczynałem w to wierzyć.
Znalazłem w ostatnich połączeniach numer nieznany i zadzwoniłem do mężczyzny.
- Witam, panie Choi. Miał pan zadzwonić jutro.– Usiadłem na łóżko i westchnąłem cicho.
- Podjęliśmy decyzje już teraz. Razem z Mindae postanowiliśmy, że jedziemy. Mimo wszystko jesteśmy dorośli, więc nie będzie z tym żadnych problemów. Jak to robimy?– spytałem.
- Bardzo miło mi to słyszeć! Razem z moim współpracownikiem ustaliliśmy, że pojedziecie już jutro wieczorem. Dojedziecie na najbliższe lotnisko, prawda?
- Tak, jasne.
- No to jeśli się spakujecie, to jutro w południe powinny dotrzeć do was dwa bilety na lot do Korei. Po locie będzie na was czekał Suho, lider zespołu. Zaprowadzi was do waszego dormu i tam...
- Będziemy mieli dorm z nimi?– spytałem, głównie ze względu na Mindae. Rozczarowałby się gdyby dowiedział się, że nie będzie mieszkał pod jednym dachem z Byunem Baekhyunem.
- Oczywiście, że tak. Od teraz jesteście rodziną.
- Dziękuje, tylko tyle chciałem wiedzieć. List z biletami przyjdzie pod mój adres, tak?
- Owszem. Przepraszam, panie Choi. Muszę przerwać tę rozmowę, ale umowę uwzględnimy dokładnie gdy przyjedziecie. Miłej nocy.
Rozłączyłem się.
Spojrzałem się na Mindae, który patrzył się na mnie tymi wielkimi oczami.
- Hm?
- LECIMY DO KOREI! DO EXO! DO TYŁKA BYUNA BAEKHYUNA! - wykrzyczał nagle, podskakując. Roześmiałem się, przyglądając się jego zachowaniu.
- To obsesja, nie?
- To nie jest obsesja, to słodka obsesja. Przecież Byun Baekhyun ma taki seksowny tyłek!– zapiszczał Song, a ja zmierzwiłem mu włosy.
- Jesteś dziwniejszy, niż myślałem... pora zacząć się pakować, nie? Czeka n a s życie idoli! Rozumiesz? Będziemy nagrywali profesjonalne klipy z profesjonalnymi tancerzami, raperami, wokalistami...
- A ty tylko o tym, Jiwoon. Kogo najbardziej lubisz z Exo? Trzeba przecież kogoś ci zająć...
Zastanowiłem się chwilę, to wcale nie taki głupi pomysł.
Może w końcu wyrwę się od dziwkarstwa.
- Chyba Kim Jongina, wiesz?
- To psychol!
- Nie wiele się różni od ciebie, prawda? No trudno, dam radę.